Droga pierwsza, notariusz
Gdy wszyscy współwłaściciele zgadzają się co do sposobu podziału, kto przejmuje mieszkanie, kto dostaje spłatę i w jakim terminie, współwłasność znosi się umową u notariusza. To zwykle kilka tygodni, głównie na skompletowanie dokumentów. Kosztem jest taksa notarialna liczona od wartości nieruchomości, przy mieszkaniu za 300 tysięcy złotych trzeba liczyć się z kwotą rzędu 2000 zł plus opłaty sądowe za wpisy do księgi wieczystej. Jeśli któryś ze współwłaścicieli mieszka za granicą, sprawę może dokończyć pełnomocnik.
Droga druga, sąd
Bez zgody zostaje wniosek do sądu, oparty na art. 210-212 kodeksu cywilnego. Opłata sądowa wynosi 1000 zł, a przy zgodnym projekcie podziału 300 zł, przy dziale spadku odpowiednio 500 i 300 zł. Niska opłata bywa jednak myląca, bo sporne postępowanie z wyceną biegłego i kolejnymi rozprawami potrafi ciągnąć się kilka lat. Sąd może przyznać mieszkanie jednemu ze współwłaścicieli ze spłatą pozostałych, a w ostateczności zarządzić licytację, na której nieruchomości sprzedają się wyraźnie poniżej wartości rynkowej. W tym samym postępowaniu rozlicza się też nakłady na lokal i pożytki z niego.
Co z mieszkaniem, zanim się rozstrzygnie?
Spór o współwłasność nie musi oznaczać pustostanu, który co miesiąc kosztuje odstępne i opłaty. Na wynajem wspólnego mieszkania potrzebna jest zgoda współwłaścicieli, ale czynsz dzielony według udziałów bywa pierwszą rzeczą, co do której skłócone strony potrafią się porozumieć, bo każda na tym korzysta. Prowadzimy takie najmy z pisemną zgodą wszystkich i podziałem przelewów według udziałów, a gdy zapada decyzja o podziale albo sprzedaży, umowa na czas oznaczony kończy się w zaplanowanym terminie.
Autor: Sonia Garbowska · aktualizacja: 13 lipca 2026