Problem, który ta klauzula rozwiązuje
Mieszkanie często wynajmują dwie osoby, para, rodzeństwo albo znajomi. Bez klauzuli solidarności zaległy czynsz dzieliłby się na udziały i przy problemach słyszysz klasyczne zdanie, że swoją połowę ktoś przecież zapłacił, a za resztę odpowiada ten drugi, który właśnie się wyprowadził. Egzekwowanie połówek od osób, które nawzajem się obwiniają, potrafi trwać dłużej niż sam najem.
Jak działa solidarność w praktyce?
Nasze umowy zapisują wprost, że gdy najemcą jest więcej niż jedna osoba, odpowiedzialność wszystkich za wszelkie należności z umowy, w szczególności za czynsz, opłaty i naprawienie szkód, jest solidarna. Oznacza to, że o całość możesz zwrócić się do dowolnego ze współnajemców, także do tego, który twierdzi, że swoje już zapłacił. Kto ostatecznie ile dołoży, współnajemcy rozliczają między sobą, w ramach tak zwanego regresu. To jest ich sprawa, nie twoja. Ta sama logika obejmuje kary umowne i koszty przywrócenia lokalu do stanu z dnia wydania.
Dlaczego to ważne przy wspólnym najmie?
Solidarność zmienia motywacje w mieszkaniu. Współnajemcy pilnują się nawzajem, bo zaniedbanie jednego obciąża wszystkich, a przy wyprowadzce jednego z lokatorów zabezpieczenie nie topnieje o połowę. U par bywa to test dojrzałości decyzji o wspólnym najmie, a u studentów łączymy solidarność z poręczeniem rodzica, więc łańcuch odpowiedzialności nie urywa się na osobie bez dochodów. Dla ciebie oznacza to jedną prostą rzecz, dług z najmu zawsze ma pełnego adresata.
Autor: Sonia Garbowska · aktualizacja: 13 lipca 2026